wtorek, 5 lipca 2016

O tym jak 34 letnia kwoka przeczytała książkę new adult

Czyli o nowej powieści Agaty Czykierdy-Grabowskiej

Co mogę powiedzieć? 480 stron dylematów życiowych młodego pokolenia – życie boli jak cholera;). Ale od początku. Jak powietrze jest drugą książką Agaty. Autorka debiutowała w 2015 roku powieścią Kiedy na mnie patrzysz.


O Agacie słów kilka...

Na stronie Novae Res wyczytać można:
„Agata Czykierda-Grabowska, ur. 26 marca 1983 roku w Tomaszowie Lubelskim. Absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Wraz z mężem mieszka w Ząbkach pod Warszawą. Swój czas spędza pomiędzy pracą zawodową oraz jej największymi hobby, którymi są: pisanie długich opowiadań z gatunku new adult, czytanie horrorów z zombie w tle oraz podróże w najbardziej egzotyczne miejsca świata.”[1]

Jeśli ktoś ma ochotę polubić profil autorki KLIK TUTAJ POPROSZĘ 

A teraz moja misja uświadamiająca: coś o new adult

Jak powietrze, jak reklamuje książkę Agaty wydawnictwo OMGBook, jest pierwszą w Polsce powieścią new adult. Dla niewtajemniczonych, new adult lub new adult fiction to gatunek, w którym główni bohaterowie to ludzie mający około 18 do 30 lat. Terminu tego użyto po raz pierwszy w 2009 roku przez St Martin’s Press aby odróżnić gatunek young adult od new adult. New adult skupia się na dylematach młodych, którzy wchodzą w świat dorosłych oraz problemach, z jakimi muszą się zmierzyć, na przykład: rozwój seksualności, opuszczanie domu, wybory kariery zawodowej etc. Literatura new adult zyskała popularność dzięki autorkom takim jak Jennifer L. Armentrout's (Wait For You), Jamie McGuire's (Beautiful Disaster), Colleen Hoover's (Slammed) czy Cora Carmack’s (Losing It).

Główni bohaterowie w Jak powietrze

Książka Agaty to rzeczywiście new adult. Głównymi bohaterami są Oliwia i Dominik, mniej więcej dwudziestoparoletni młodzi. Oliwia, dziewczyna z bogatej doktorskiej rodziny, mieszka z ojcem w dużym domu na Żoliborzu. Dominik zastępuje rodziców swojemu młodszemu rodzeństwu. Mieszka w ubogiej dzielnicy Warszawy, na Pradze. Mały mezaliansik na początku, żeby nie było za łatwo. Niecodzienne spotkanie naszych bohaterów doprowadza do zbiegów wydarzeń, które zmuszają ich do współpracy. A to przecież zawsze dobry powód żeby się zakochać.
Historia jest wielowątkowa. Autorka powoli ujawnia skrywane przez bohaterów tajemnice (przeszłość rodzinną Oliwii, dzieciństwo Dominika). Przyznam, że ze wszystkich postaci najbardziej przekonał mnie ojciec Oliwii – ordynator szpitala. Najlepiej czytało mi się te fragmenty, które tyczyły się spraw rodzinnych samej Oliwii, jej wspomnień matki, choć te, w porównaniu do wątku romansowego, były najkrótsze. Ciekawym bohaterem jest Dominik, chłopak skrzywdzony przez życie, który poświęca się dla swojego rodzeństwa. Zabrakło mi jednak w rozbudowie psychologicznego portretu postaci większej koncentracji na jej przeszłości. Interesujące mogłyby być przebitki wspomnień Dominika, pokazujące jego uwikłanie i dylematy.
Jedną z mocniejszych stron powieści jest pokazanie emocjonalnego związania Dominika z rodzeństwem. Jego „ojcowska” dojrzałość i braterska miłość są wręcz ujmujące.

Zagadka złamanej kości

To co mnie ciekawi do teraz, to złamana noga Dominika. Dowiadujemy się, że kończyna była zagipsowana aż do pachwiny. Przy urazie kolana gips sięga powyżej kolana, zatem u Dominika złamanie musiało dotyczyć kości udowej. I tu nasuwa się pytanie – czy osoba ze złamaną kością udową, zaraz po wypadku, byłaby w stanie podróżować samochodem? Raczej nie. Dojście do samochodu z tego typu kontuzją również nie byłoby możliwe. A jeśli to nie złamanie kości udowej, to co on miał złamane? Cztery tygodnie rekonwalescencji to też za krótko. Takie urazy goją się miesiącami. A może to tylko pęknięcie a nie złamanie? Wiem, że się czepiam, ale naprawdę fascynował mnie ten wypadek, tak jak fragment, w którym Dominik szedł o jednej kuli, trzymając za rękę Oliwię.

Trochę o stylu i o tym co mnie irytowało
Książka Agaty napisana jest z punktu widzenia dwóch głównych bohaterów w narracji trzecioosobowej, czyli: dziewczyna oblała się rumieńcem, dziewczyna uśmiechnęła się, chłopak zerknął… Jednym słowem kamera, która ma wgląd do mózgu bohaterów. Taka narracja jest podająca i przez to trochę irytuje czytelnika, który jednak lubi sam wyciągać wnioski. Bardzo dużo dopowiedzeń. Tym bardziej, że pewne informacje powtarzały się wielokrotnie, nie wnosząc nic ani do fabuły, ani do rozwoju bohaterów. Na przykład w pierwszym rozdziale znajdujemy takie zdania: [...] to była wyłącznie jej wina, wynikająca z jej własnej głupoty; […] to była moja wina; W końcu była winna temu całemu zdarzeniu. My, jako czytelnicy, wiemy, że to jej wina. Baba wjechała w człowieka na pasach na czerwonym świetle. Ona nie musi ani tego mówić, ani o tym myśleć, bo my to wiemy. Lepszym rozwiązaniem byłoby pokazanie jej zachowania lub tego, co ta wina z nią robi.
Jestem zwolenniczką minimalizmu w literaturze – wszystko bez czego książka mogłaby funkcjonować, powinno zostać z niej wyrzucone. To, czego możemy się domyśleć lub odczuć, nie musi być nazwane. Sceny, które nie napędzają fabuły i nie mają związku z problemem, po prostu zakłócają odbiór i nie są potrzebne. Czytając Jak powietrze, momentami miałam wrażenie przesytu.
Książka byłaby lepsza, gdyby użyć bardziej różnorodnych środków wyrazu. Niektóre słowa („wzrok”, „uczucie”) powtarzały się za często. Należałoby poszukać ciekawych metafor opisujących pewne stany emocjonalne, erotykę przebijającą się przez gesty, spojrzenia. W książce Agaty jest „miłość od pierwszego wejrzenia”, ale te „wejrzenia” za często przybierają postać „wlepiania wzroku”. Zagryzanie wargi jest sygnałem erotycznym;) Ale tutaj tego zagryzania jest za dużo. Dominik też zagryza, a podobno mężczyźni tego nie robią (to mi uświadomił mój mąż).
W książce pojawiają się sceny seksu. Polecam amatorom miłosnych harców łóżkowych sięgnąć po Co się wydarzyło w Madison County – świetna scena erotyczna. W Jak powietrze jest po prostu zbyt naturalistycznie i bezpośrednio, znika magia spotkania dusz. Nie będę cytować fragmentów, sami przeczytajcie. Można nabrać koloru :D
I tak z zupełnie innej beczki: autorka zbyt często porównywała dorosłych bohaterów do dzieci: wyglądał jak mały chłopiec; zachichotała jak mała dziewczynka etc.
Znalazłam też perełki redakcyjne ­– zdania typu:

Uśmiechnęła się zmęczonym uśmiechem

Należała już do tego korytarza, na którym przy każdym kroku podskakiwały poluzowane klepki.

Trudno sobie wyobrazić Oliwię należącą do korytarza…

Styl Agaty jest „dopowiedziany” i pewnie jest tylu jego zwolenników co przeciwników. Ci, którzy przeczytali pierwszą książkę autorki i byli z tego stylu zadowoleni, zapewne będą zadowoleni zgłębiając także najnowszą powieść.

O okładce

Ostatnio z manią przyglądam się okładkom książek. Ta jest subtelna i koresponduje z tytułem, chociaż wydaje mi się, że mogłaby być wyraźniejsza. Akcja dzieje się w Warszawie, więc może na jednej fotografii powinna znaleźć się warszawska Praga? Byłoby bardziej „życiowo”, a tak jest romantycznie i kwieciście, chociaż może właśnie tak jest lepiej. A skoro już kwiaty, to czemu nie krzew róży, który w książce ma pewne symboliczne znaczenie?

Dla kogo jest ta książka?

Dla new adult! Czyli 20 – 30. Ja mam 34 lata, ale też dałam radę :), więc rozszerzyłabym górną granicę wiekową, w sumie dolną też. W końcu seks w dzisiejszym świecie nie zaczyna się, drodzy rodzice, po 20 roku życia ;)

Kilka zdań z książki Agaty, które mi się spodobały:

Jego twarz, którą od zawsze przesłaniały strach i ból, nie przypominała w tej chwili tego, co oglądał każdego dnia w lustrze. Nie rozpoznałby radosnych oczu i rozciągniętych w uśmiechu ust. Nie poznałby swojego głosu, kiedy głośno się zaśmiał. Nie poznałby tego wszystkiego, ponieważ tak naprawdę nie znał siebie. Znał tylko swoją zastraszoną i pooraną życiem wersję, której nikt nie potrzebował.
Gdyby Oliwia teraz zamknęła oczy, przeniosłaby się w czasie. Czułaby ciepły wiatr, wpadający przez zawsze uchylone okna. Usłyszałaby ciche kroki bosych stóp stąpających po zimnej terakocie, a potem pocałunek, na którego dźwięk przewróciłaby oczami. Wsłuchiwałaby się w grane do znudzenia przeboje dobiegające ze stojącego na parapecie radia i czułaby zapach świeżych pomidorów.
Zamknęłaby oczy, ale tylko wtedy, gdyby nigdy nie musiała ich znowu otwierać.
[…] życie to suka, która nie liczy się z twoimi planami i życzeniami
Moim domem jest ocean i kiedyś́ spotkamy się w nim wszyscy. Odnajdę cię wtedy i już nigdy się nie rozstaniemy
Nie trzeba znać kogoś całe życie, żeby go poznać. Czasami wystarczą trzy tygodnie. Czasami wystarczy jedno spojrzenie.

Czego możemy się spodziewać w książce Agaty?

Na pewno dużej dawki romantyzmu. Pierwszej i prawdziwej miłości, imprez w warszawskich klubach, trudnej przeszłości bohaterów i wyborów. Generalnie wszystkiego co new adult ze sobą niesie.



Dziękuję za egzemplarz recenzencki od wydawnictwa OMGbook!



















5 komentarzy:

  1. Wielkie dzięki za tę recenzję :*. Wzięłam sobie do serca Twoje przemyślane i merytoryczne uwagi. mam nadzieję na dalsza współpracę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam taką nadzieję Agata. Gratuluję wydanej książki i czekam na następne:)

      Usuń
  2. Bardzo wnikliwa recenzja :-) sama jestem ciekawa tej książki :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiedzmy, że z tą nogą można się powołać na licentia poetica :) Tak się składa, ze teraz, gdy czytam tę książkę, mój mąż jest wpakowany po pachwinę w gips, a ma złamanie kości piszczelowej, przy samej kostce, także niekoniecznie musiałaby to być to udowa. Jednak nie jest w stanie chodzić, oprzeć się na nodze, ani tym bardziej nosić/ubierać dzieci, że o autobusie nie wspomnę :)
    Generalnie zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami, myślę, że wiele zawiniła tutaj redakcja. Natomiast sama historia nie tylko idealnie wpisuje się w NA, ale jest też zwyczajnie piękna :)

    OdpowiedzUsuń